Category Archives: Bez kategorii

Porządki i porządeczki

Mimo że dziś przesiedziałem pół dnia na VPN (wyższa konieczność) udało mi się co nieco ruszyć z zaległymi sprawami. Zaległe sprawy to głównie niekończące się porządki (jednak z zalet posiadania wszędobylskiego kota :-)).  Czasami nachodzi mnie myśl że gro spraw to tematy zaległe stąd ponownie chciałbym poświęcić kilka słów na przedstawienie moich pomysłów na lepsze organizowanie się aby wreszcie nazwijmy to wyjść na prostą.

Któregoś dnia stwierdziłem że wokoło otacza mnie zupełny chaos, bałagan w którym nie mogłem się odnaleźć do tego stopnia że frustracja osiągnęła poziom na tyle poważny że trzeba było podjąć radykalne działania i o tym zamierzam pisać całkiem niebawem.

No i koniecznie o Kocie, cóż fascynacja u Nat cały czas nabiera tempa a Kot szaleje, wczoraj nawet spory kawałek dnia spędziła na Paluchu pomagając i co było do przewidzenia wróciła dosyć smutna, jestem dumny z tego że tak pięknie się angażuje i nie pozostaje obojętna!

No nic czas kończyć, znów noc zastała (a miałem tylko pół godzinki pisać – nie jest łatwo ubrać te kilka myśli w słowa!) jutro/dziś kolejny dzień, dobrze porządnie naładować baterie!

Powiew świeżości

Aby przeciwdziałać jednak braku działania uznałem że mój wspaniały ale mający jedną malutką wadę blog dobrze nieco rozruszać. Wadą tą jest rzecz jasna brak wpisów a cóż to za blog bez wpisów? Tematów nazbierało się całkiem sporo, warto tu wymienić trwającą od maja fascynację platformą android, eksperyment naukowy z rowerem miejskim, nowy domownik coś a’la Maine coon który momentami doprowadza mnie do szału. Osobne słowa należą się mojej miłości Nat która pewnie już tu nie zagląda więc mogę pisać bezkarnie 🙂 Doszedłem do wniosku że skoro pisanie co mi leży na sercu i myśli poprawia humor postanowiłem że jakieś skrawki będę tu wrzucał. Niebawem przekonam się co z tego wyniknie, może nawet mój warsztat piśmienniczy nabierze kolorytu? W tej chwili nie bardzo wiem jaki temat wrzucę na kolejny wpis ale wszystko wskazuje na to że będzie o platformie android. Pożyjemy zobaczmy!

Coś się powoli dzieje…

Cóż nie można mieć wszystkiego do razu, na początek mała reaktywacja taneczna… wtorkowe Kizomby w Alfie no i pierwsze (no może drugie po małym wstępnie do Ruedy) spotkania z Salsą Cubaną… liniówki też nie zamierzam tak zupełnie zaniedbać ale to już inny temat! Powoli coś się dzieje także z lekko zapomnianą inicjatywą Garaż Salsa to już coś, zobaczmy jak dalej się będą tematy rozwijać.

Nowy rok w pełni…

Zbierałem się i zbierałem za to pisanie i 2010 podstępnie nastał. Jak to nowy rok od razu spróbował zaskoczyć i w istocie zaskoczył przez nagłą kontuzję łokcia lewego. Kontuzję zwaną potocznie zwichnięciem nabytą podczas zabaw weselnych prowadzonych jak się okazało przez mało przewidującą Panią Wodzirej – nie zapewniła odpowiednich ochraniaczy podczas “zabaw”.

Dzięki temu jakże przykremu doświadczeniu mam okazję udowodnić sobie że jedna dostępna ręka to całkiem dużo, kolejny plus to fakt że prawa działa więc w zasadzie nie ma na co narzekać. Powoli kończy się trzeci tydzień noszenia sprytnej ramy gipsowej która towarzyszyła mi w dzień i w nocy od feralnego zdarzenia – te trzy tygodnie to magiczny czas gdyż  oznacza bliski czas rozpoczęcia powrotu do sprawności :). Muszę przyznać iż cieszę się z tego jak dziecko i odliczam dni.

Na koniec mały informatyczny “smaczek” który dziś przykuł moją uwagę: po wejściu na główną stronę wyszukiwarki Google najpierw pojawia się znane główne pole wyszukiwania i dwa podstawowe przyciski dopiero jak kursor skieruje się na treść strony przez płynny efekt przenikania pojawia się pozostała zawartość, małe a cieszy świadczy także o dbałości o detale producenta wyszukiwarki.

Wrażenia po Biegnij Warszawo.

Już na samym wstępie nasuwa się wrażenie iż firma Nike naprawdę potrafi dobrze wypromować bieganie. Owszem, nie dajmy się zwieść pozorom nie robi tego dla czystej idei a zarabia na tym z pewnością duże pieniądze. Jednak naprawdę nie widzę w tym fakcie nic niepokojącego zwłaszcza gdy robi tyle aby popularyzować właśnie tą dyscyplinę sportu. Dzięki nim możemy minimum raz w roku świętować i pokazać jak fajną formą aktywności jest właśnie uprawianie biegu.

Do tej pory miałem okazję uczestniczyć w drugiej edycji Run Warsaw  i Human Race o światowym zasięgu, co jak co ale to naprawę robi świetne wrażenie. Wczoraj natomiast ponownie zmierzyłem się z lenistwem i własnymi słabościami i ponownie ruszyłem na start dystansu 10km. Przerwa w treningach która niesamowicie szybko przerodziła się w kilka miesięcy zastoju zrobiła swoje i bezpośrednio przełożyła się na wynik (ok. 55min – średnia prędkość 10.7km/h) delikatnie mówiąc nie powala (uprzednio na Human Race uzyskałem 00:51:52). Nie przeraża mnie to jakoś specjalnie bo teraz mam pewien punkt odniesienia i okazję do poprawienia wyniku! Mało tego, okazja ku temu już niebawem mianowicie 11 listopada na Biegu Niepodległości , przyjąłem sobie cel tj. zejście poniżej 50min myślę że spokojnie jest osiągalny, przy okazji przekonam się jakie efekty można uzyskać w cztery tygodnie dobrego treningu.

Z pewnością podzielę się wrażeniami z kolejnego wysiłku nawet kiedy padnę zanim przekroczę linę mety 🙂

Poniżej dla ciekawych link do mojego biegu zarejestrowanego narzędziem Sports Tracker: http://sportstracker.nokia.com/nts/workoutdetail/index.do?id=1661504

Patrząc przez “OKNO” – studenckie rozterki

Mimo iż tytuł wpisu wskazuje na osobisty charakter wywodów chciałbym poświęcić go obiektywnemu przedstawieniu jak wygląda studiowanie na odległość.  Temat ten ostatnimi czasy spędza mi zwyczajnie sen z powiek.

Po niemal trzyletniej przerwie pod wpływem dosyć nagłego impulsu postanowiłem podjąć wyzwanie uzupełnienia studiów na uczelni z tradycjami nadmieniam iż wcześniej ukończyłem uczelnie prywatną: WWSI www.wwsi.edu.pl znaną wcześniej jako Mila Collage. Nie wykluczone że poświęcę również wpis i tej uczelni, czas pokaże. 🙂

Ofiarą moich naukowych zapędów padło novum o nazwie OKNO na Politechnice Warszawskiej. Teraz po blisko roku mogę napisać jak wyglądają studia na odległość w praktyce, jakie mają wady i zalety. Przyznaję iż bogatszy w te doświadczenia nie jestem pewien czy po raz kolejny podjąłbym naukę w trybie zdalnym.

Otóż muszę pozbawić Was złudzeń (i Ameryki na nowo tu nie odkrywam) PW nawet na odległość to nie przedszkole a cały czas wymagająca uczelnia gdzie trzeba pracować ciężko i w przypadku OKNA mężnie walczyć z pułapkami które z biegiem czasu już tak bardzo nie zaskakują jednak wprowadzają skuteczny mętlik w głowie. Wymaga także ogromnej mobilizacji, łatwo ulec złudzeniu że jest się na bieżąco podczas gdy czas goni jak szalony i półsemetr dobiega końca. W praktyce wystarczy odrobina niuwagi i okazuje się uciekło kilka zadań domowych i nie ma jak ich nadrobić. Później natomiast następuje efekt domina, motywacji ustępuje znużenie i zanim się delikwent obejrzy jest koniec półsemetru i sesja egzaminacyjna.

Studia te opierają się jak już wcześniej zaznaczyłem na tzw. półsemestrach co samo w sobie powoduje że na studiowanie co trudniejszych przedmiotów pozostaje relatywnie mało czasu. Minimalne choć zaległości od razu skutkują koniecznością prężnego nadrabiana materiału, dodajmy do tego braki programowe i okazuje się że lekkie z pozoru tematy urastają niemal do rangi problemu. Kolejny ważny aspekt to nie do końca dobrze wdrożona i poprawnie eksploatowana platforma studencka oparta na silniku Moodle. http://moodle.org/

Trudno pozbyć się wrażenia że zrobione jest to wszystko na szybko bez większej analizy i dostosowania do realiów danego przemiotu. Dodajmy do tego pełną dowolność pracy poszczególnych wykładowców (co samo w sobie nie jest niczym negatywnym) i okazuje się żę tak trywialne zadanie jak skompletowanie materiałów to poważne zadanie wymagające niemałego skupienia :). Wierzę że to dopiero początki i w zasadzie pierwsze realizacje techniczne nauczania przez Internet na PW co daje się odczuć. Z własnych doświadczeń wiem że niezwykle łatwo ulec irytacji doszukując się winy w systemie a nie u siebie samych :-). (temat ten jednak to zupełnie inna kwestia).

Muszę przyznać że studiowanie w trybie zdalnym to naprawdę spore wyzwanie (zdecydowanie do pokonania) jednak wymaga wiele osobistego zaangażowania i naprawdę potężniej mobilizacji (o to chyba najtrudniej 🙂 i jest trudne kiedy jest już się aktywnym zawodowo. Zauważyłem że nie jest łatwo przekonać się do zdobywania wiedzy stricte teoretyczniej vide: Podstawy Teoretyczne Informatyki kiedy odczuwa się potężny “głód” wiedzy którą można od ręki wykorzystać w praktyce.

Teraz widzę wyraźnie że naprawdę nie warto rozciągać studiowania w czasie gdyż z nasileniem aktywności zawodowej zanika zainteresowanie zagadnieniami teoretycznymi zdecydowanie łatwiej znaleźć sobie szereg wymówek… a od tego już tylko krok do zadawnia sobie pytania: czy warto znów studiować?

Mimo wszystko warto, trudniej wpaść w stagnację i zastój a to już coś 🙂