Co z tym czasem?

To jak nie kończąca się historia… znów prawie noc, znów kończy się dzień a tyle spraw ciągle w rozsypce. Zauważyłem pewien paradoks: kiedy nie wiem w co włożyć ręce obiecuję sobie że jak będę miał nieco więcej wolnego czasu (o ile coś takiego istnieje) zajmę się sprawą x,y,z. Kiedy już nastanie ten upragniony czas, najpierw minuty później godziny uciekają bezpowrotnie i powstaje niemała frustracja. Na domiar złego ciągle nie widzę szybkiego rozwiązania tego kłopociku co dalej próbuje pozbawić mnie dobrego nastroju a bardzo nie lubię kiedy coś próbuje mi namieszać. To tyle wylewania żali na temat uciekającego czasu, napisałem, poczułem się odrobinę lepiej i chyba to właśnie było celem tego wpisu.