Prawie jak Forrest Gump.

Okazuje się iż zawzięte próby taneczne (Uff’y w Salsa Libre) które ostatnimi czasy próbuję uskuteczniać mogą prowadzić do nieoczekiwanych sportowych ekscesów :).  Tak też stało się w noc poniedziałkową kiedy to okazało się że skazany będę na tułaczkę komunikację typu N. Skoro nie jestem wielkim fanem przemieszczania się wielce okrężnymi trasami które wytyczyło ZTM uznałem że podbiegnę sobie do najbliższego autobusu, tak dla zwykłego zaoszczędzenia czasu. W praktyce jednak zatrzymałem się na dobre już na miejscu docelowym (pokonując wcześniej 6.5km) zadając kłam twierdzeniu że nocą w zimowej kurtce i z kapturem na głowie nie da się biegać. Fakt faktem można się żywcem ugotować jednak czego się nie robi dla sportu a przede wszystkim tej wspaniałej niezależności którą daje bieganie!. Oczywiście nie jest mi spieszno do powtórzenia tego małego “wyczynu” w podobnej konwencji! (rozsądniej jest jednak planować treningi nieco wcześniej i zadbać o właściwe przygotowanie – nawet kiedy wypadnie w czasie godzin nocnych).

Okazuje się że z prozaicznego powrotu do domu może wyniknąć całkiem fajna przygoda o ile wcześniej nie zwycięży zdrowy rozsądek, co mnie chyba nie grozi! 🙂