Ciężki los konsumenta w Polsce – problemy z serwisem LG w Mławie

Do napisania tego posta a raczej cyklu postów skłoniły mnie perturbacje przy reklamacji mojego nowego nabytku czyli pierwszego smartfona na platformie Tegra 2 LG Swift 2x. Nie cieszyłem się z niego zbyt długo gdyż telefon padł po trzech tygodniach. Na początku się tym specjalnie nie zmartwiłem bo przecież jest gwarancja, autoryzowany serwis co może pójść źle? Otóż jednak odrzucili moje roszczenia gwarancyjne na podstawie rzekomego “kontaktu z cieczą”.

Od momentu powrotu telefonu próbuję walczyć o moje prawa. Na tą chwilę uzyskałem odmowną odpowiedź z działu reklamacji LG oraz sklepu gdzie dokonałem zakupu czyli Euro RTV AGD. Przez rzeczony sklep również zostałem zignorowany mimo obszernego opisu całej sytuacji, co tylko świadczy o tym jak mało może konsument w naszym pieknym kraju! Spróbuję dowieść że próbują wyłudzić ode mnie pieniądze za naprawę i rozreklamuję temat jak tylko się uda. Do tej pory napisałem do magazynu Komputer świat, serwisu Nasza Mława a także warszawskiego Metra. Może uda mi się uzyskać atencję mediów.

Jutro wizyta w Federacji Konsumenta.

Harpagan

Cóż, stało się! Zgodziłem się euforycznie na udział w kolejnym rajdzie na orientację. Wyjazd już w najbliższy piątek, czas więc na ostatnie przygotowania. Okazuje się że nawet byle rękawiczek nie mam na podorędziu, ciekawe też gdzie wsiąkła moja doskonała kominiarka z niby cudownego materiału Windstopper :).

Fakt faktem im bliżej imprezy tym goręcej i nie mam tu na myśli pogody, bo wszystko wskazuje na chlapę więc tym bardziej ciekawie się zapowiada. Tym razem impreza odbywa się w okolicach Lipnicy czyli rejon Borów Tucholskich.

Nie bez radości wyciągnąłem mojego rumaka z balkonu gdzie narażony był na bezlitosne warunki pogodowe i dziś zamierzam uskuteczniać dojazd do pracy bez względu na aurę. Tym razem nic mnie nie powstrzyma!

Próba reaktywacji myśli pisanej (:

Czas płynie nieubłaganie, lada chwila nowy rok zawita a z nim kolejny pęd ku w sumie nie wiem czemu. Cóż nie można się mu dać i działać. Tymczasem zastanawiam się jak tu zdobyć czytelników bo pisać samemu dla siebie to jakieś takie nijakie, pewnie dlatego nie mam zbytniej motywacji a jednak coś się w głowie zawsze kołacze. Czasu wolnego mało ale mamy narzędzia aby troszkę więcej wycisnąć z niego w aspekcie organizacyjnym, z pomocą spieszy tu metodyka Getting Things Done z którą tylko pobieżnie się zapoznałem a wygląda bardzo ciekawie.

Jak to zwykle bywa ledwo dowiedziałem się że coś takiego działa zacząłem szukać wsparcia w technologii, bardzo ciekawie zapowiada się “Wunderlist” http://www.6wunderkinder.com/wunderlist/. Niecierpliwie czekam na wersję mobilną na platformę Android (z informacji na stronie twórców wynika iż powstaje równolegle z portem na iPhone). Pozostaje czekać a tymczasem cieszyć się wersjami na OS X i oczywiście Windows 🙂

O Androidzie ogólnie.

Początkowo chciałem opisać moje ostatnie boje z manipulacją wersjami systemu Hero jednak w końcu zdecydowałem że tym razem opiszę nieco moich przemyśleń odnośnie platformy od Google w ogólnym kontekście.

Tak jak pisałem w poprzednim poście Froyo na dobre zagościł w moim Hero i chyba długo nie wrócę do standardowego 2.1, faktem faktem łatwo przyzwyczaja się do czegoś lepszego a czymś takim jest właśnie legendarny już Android 2.2. Czemu legendarny? ano dlatego że stał się niemal religią dla nabywców drogich jednak zabawek z systemem od Google na pokładzie. Nie wiedzieć czemu bardzo liberalna i dająca ogromną swobodę dla producentów telefonów polityka powoduje niezły bałagan w procesie aktualizacji co owocuje niemałą frustracją aktualnych i przyszłych posiadaczy tych jakże popularnych teraz gażety. Nie jest żadną tajemnicą że takiej firmie jak HTC czy Samsung nie zależy zbytnio na sprawnych aktualizacjach jak tylko nowy kawałek kodu wyjdzie spod skrzydeł Google bo przecież nie to nakręca sprzedaży nowych aparatów, nie jest również tajemnicą że te nieszczęsne aktualizacje przedłużają znacząco życie produktu a to prowadzi do spadku popytu na nowe gadżety co również nie jest na rękę producentowi.

Muszę przyznać że ja również wpadłem w mały amok aktualizacji i przerzuciłem się na system rozwijany przez społeczność i jak wiadomo nie ma róży bez kolców. Oczywiście teraz mogę usunąć co mi się żywnie podoba, popsuć wszystko na ponad sto sposobów i poczucie że uwolniło się urządzenie jest całkiem przyjemne jednak jakość rozwiązań pozostawia nieco do życzenia. (co nie dziwi bo jednak społeczność tworzą najczęściej ludzie którzy zajmują się tematem mocno hobbystycznie). Mimo wszystko całość jest warta zachodu bo skutkiem ubocznym jest spora dawka wiedzy którą bądź co bądź przyjmuje się nijako przy okazji, a wiadomo że tego nigdy za wiele. Nawisem mówiąc platforma Android zwyczajnie fascynuje i nie pozwala przejść obojętnie obok kolejnej nawet małej nowinki, sądzę że iOS od Apple zaczyna mieć wreszcie poważnego konkurenta co dobrze wróży nam odbiorcom technologii 🙂

2.2 dla Hero

HTC z pewnością porzucił rozwój nowych wersji systemu dla Hero bo przecież trzeba sprzedawać nowe telefony. Zatem po dłuższym zastanowieniu i analizie powalczyłem troszkę i od weekendu cieszę się Froyo na Hero. Z tym cieszę się jest różnie gdyż większe i mniejsze niuanse dają o sobie znać jednak można liczyć na wsparcie społeczności (taką przynajmniej mam nadzieję). Powrót do oficjalnego 2.1 jak najbardziej jest możliwy więc czemu nie dać szansy zapaleńcom! Temat jest duży i chętnie rozwinę go niebawem, przezornie notuję sobie co nieco (w sumie zacząłem prowadzić małą dokumentację zmian :)).

Dusza zapaleńca budzi się niezawodnie na każdą myśl co też można przetestować i sprawdzić :), jeszcze szybki przegląd wpisu i czas zaznać nieco relaksu.

Pisać każdy może…

Nie pisałem przez dwa dni i już mnie literalnie nosi 🙂 w sensie pozytywnym rzecz jasna. Dodajmy do tego że w głowie niemały mętlik bo szereg tematów aż się prosi aby poświęcić im choć kilka słów, choćby wymienić z nazwy 🙂 a tymczasem noc ściga.

Będzie więc ogólnie o blogowaniu (tak tak temat stary jak świat) i po raz pierwszy w historii mojego skromnego życia wspomnę o innym blogu który okazyjnie poczytuję i mogę bezsprzecznie polecić. Niech to będzie mój mały wkład w Web 2.0

Nawiązać tu chcę do wpisu na blogu lanooz.net gdzie pisała o tym że tworzenie wymaga znaczenie większego samozaparcia niż bierne czytanie. Kolejna kwestia to fakt że (przynajmniej w moim wypadku) pojawiają się obawy odnośnie jakości tworzonych wpisów co może w dużej mierze demotywować. Mówię sobie wtedy że wszystko wymaga czasu a i jest szansa że z biegiem czasu jakość wpisów może zacząć ulegać poprawie :).

Ciekawe jest także poznawanie kolejnych blogów przez komentarze i ich autorów. Osobiście boli mnie to że dużo wartościowych witryn ulega zapomnieniu bo jednak natłok informacji jest doprawdy ogromny. Zwłaszcza przy zmieniającym się w chwili obecnej obliczu Internetu gdzie tak wielu ludzi ma dużo wartościowych przemyśleń i chciałoby się jak najwięcej z tego całego szumu uchwycić. Myślę więc że warto pisać bo zawsze może się znaleźć ktoś, zaintrygowany przystanie na chwilę i może nawet zostawi komentarz inicjując tym samym kolejną wymianę myśli i to jest właśnie piękne w blogowaniu. Hmm, ładnie podsumowałem więc mogę spokojnie udać się na spoczynek 🙂

Porządki i porządeczki

Mimo że dziś przesiedziałem pół dnia na VPN (wyższa konieczność) udało mi się co nieco ruszyć z zaległymi sprawami. Zaległe sprawy to głównie niekończące się porządki (jednak z zalet posiadania wszędobylskiego kota :-)).  Czasami nachodzi mnie myśl że gro spraw to tematy zaległe stąd ponownie chciałbym poświęcić kilka słów na przedstawienie moich pomysłów na lepsze organizowanie się aby wreszcie nazwijmy to wyjść na prostą.

Któregoś dnia stwierdziłem że wokoło otacza mnie zupełny chaos, bałagan w którym nie mogłem się odnaleźć do tego stopnia że frustracja osiągnęła poziom na tyle poważny że trzeba było podjąć radykalne działania i o tym zamierzam pisać całkiem niebawem.

No i koniecznie o Kocie, cóż fascynacja u Nat cały czas nabiera tempa a Kot szaleje, wczoraj nawet spory kawałek dnia spędziła na Paluchu pomagając i co było do przewidzenia wróciła dosyć smutna, jestem dumny z tego że tak pięknie się angażuje i nie pozostaje obojętna!

No nic czas kończyć, znów noc zastała (a miałem tylko pół godzinki pisać – nie jest łatwo ubrać te kilka myśli w słowa!) jutro/dziś kolejny dzień, dobrze porządnie naładować baterie!

Krótko o organizowaniu się czyli o Action Complete dla Android

Tym razem tylko kilka słów ze względu na późną porę, muszę przyznać że ostatnio zacząłem doceniać na nowo coś tak prozaicznego jak dobry i regenerujący sen. Pewnie napiszę i o tym oczywiście w kontekście kolejnej aplikacji dla platformy Android 🙂

Teraz chcę jedynie wspomnieć o czymś zupełnie nowym dla mnie czyli zarządzaniu zadaniami wedle tzw. metodyki “Get Things Done” z pomocą narzędzia Action Complete, składają się na nią aplikacja na telefon oraz aplikacja webowa. Aplikacji na telefon już wcześniej się przyglądałem a do wersji internetowej podchodziłem jak do jeża, choćby dlatego że po pierwszym rzucie oka na preferencje aplikacji wskazywały na kolejne konto do kompletu a tymczasem autoryzacja jest realizowana w bardziej przystępny sposób.

AC for Web fajnie korzysta z kont Google co samo w sobie jest bardzo wygodne i daje dodatkowe profity jak choćby możliwość korzystania z bazy kontaktów zgromadzonych w ramach danego konta.

Na chwilę obecną zapoznaję się z aplikacją pod kątem potencjalnej użyteczności no i samą metodyką ogarniania codziennego chaosu 🙂 Całość zapowiada się całkiem ciekawie i z pewnością poświęcę tej tematyce więcej niż jednego posta!

Niewielkie rozeznanie w tzw. custom recovery

Cały czas zachodzę w głowę skąd ludzie na forach poświęconych tematyce Android czerpią informację na temat detali technicznych systemu. Dziś podjąłem małą próbę rozeznania co można zdziałać w zdalnej konsoli podczas gdy siedzimy w custom recovery. Mam całkiem praktyczny cel chciałbym mieć szansę zgrać dane jednej z aplikacji które nie ma oprogramowanej funkcjonalności backupu na kartę SD. Coraz bardziej irytuje mnie fakt że ma się bardzo ograniczony wpływ na przeglądanie punktu montowania /data (bez uprawnień root’a)

Na tą chwilę wyszło jedynie że w powyższym trybie mamy bardzo ograniczony dostęp do systemu plików i tyle się dowiedziałem na tą chwilę 🙂

O technologii, motoryzacji, życiu i… flipperach