All posts by Dominik

Półmaraton Warszawski – kolejne wyzwanie

Już w najbliższą niedzielę (29.03.2009) start kolejnej edycji półmaratonu. Myślę o tej imprezie z pewnym przejęciem świadomy że raczej słabo się przygotowałem, jestem jednak dobrej myśli. Wykorzystuję ten bieg jako punkt startowy do rozpoczęcia regularnych treningów czyż można sobie wyobrazić lepszy początek sezonu po zimowym zastoju?

Mam ten komfort psychiczny iż nie biegnę nastawiony na jakiś ekstra wynik a raczej dobrą zabawę i sprawdzenie granic swojej wytrzymałości. Limit czasu (4h) jest tak dobrany iż pozwala na spokojne pokonanie dystansu a jak będzie w praktyce czas pokaże.

www.czasnamp3.pl zamknięty

Dziś zabrałem się wreszcie za porządki w mojej kolekcji muzyki i trafiłem na kilka utworów które niegdyś zakupiłem w tytułowym serwisie. Zaciekawiony co też nowego dziś oferują zajrzałem na ich www a tu okazuje że serwis został zamknięty i to całkiem niedawno bo 13 marca 2009. Pierwsza myśl: być może Iplay wycofał się z muzyki z DRM od Microsoft w prezencie?!, szybki rzut oka do FAQ, niestety nic się nie zmieniło. Swego czasu bardzo ucieszył mnie nowy kierunek w jakim  podążył iplay uruchamiając niewielki serwis w którym raz na 24 godziny można było zakupić utwór rozmaitych artystów (głównie polskich) pozbawiony zabezpieczeń. Konwencja była nietypowa ale sądzę że każdy mógł znaleźć coś dla siebie i przy okazji wesprzeć rodzimych twórców.

Ciekawią mnie przesłanki które skłoniły właściciela strony do takiego działania, być może nie przynosiła odpowiednich dochodów a może powód był bardziej prozaiczny?. Pamiętam że swego czasu zakupiłem kilka piosenek jeszcze na mp3.pl (serwis partnerski Iplay) i skończyło się na kilku nieskutecznych próbach przenoszenia licencji pomijając już uzależnienie od Windows.

Temat DRM jest szeroko dyskutowany i cały czas staje się tematem gorącej wymiany zdań, chyba jasne jest że nie jest dobrze przyjmowany przez odbiorców rozmaitych treści. Kiedyś w takich inicjatywach upatrywałem coś na kształt nowego trendu, znak że coś może się w temacie zmienić tym razem jednak dobry pomysł nie wytrzymał próby czasu, szkoda.

Wiosenne porządki.

Początek marca to doskonały moment na uporządkowanie zaległych czy też zaniedbanych spraw. Pierwszy temat który wziąłem na tapetę to powrót do regularnego biegania co na tą chwilę jeszcze nie do końca się udaje. Wroga nieco biegaczowi aura nie odpuszcza i udowadnia że nie jest się do końca na nią przygotowanym. Postanowiłem temu przeciwdziałać i celem uzupełnienia biegowej garderoby udałem się do popularnego sklepu sportowego Decathlon którego produkty upodobałem sobie ze względu na korzystną cenę i naprawdę poważne potraktowanie danej dyscypliny sportowej. Okazało się jednak że dla nich wiosna już nastała i ciepłych ubrań jak na lekarstwo (jakieś ogromne lub mikre rozmiary rękawiczek i jeden model ocieplanej bluzy) może to znak że ciepłe dni tuż tuż? :). Nijako przy okazji naszła mnie pozytywna refleksja że skoro towar rozchodzi się na wyprzedażach błyskawicznie jednak istnieje spora grupa ludzi którzy nie są na bakier ze sportem co niezmiernie cieszy i pozwala przypuszczać że spotka się ich na ścieżkach biegowych, dużych imprezach czy prozaicznie na ulubionych trasach. Teraz pozostaje już tylko czekać aż zima nareszcie odpuści!

Prawie jak Forrest Gump.

Okazuje się iż zawzięte próby taneczne (Uff’y w Salsa Libre) które ostatnimi czasy próbuję uskuteczniać mogą prowadzić do nieoczekiwanych sportowych ekscesów :).  Tak też stało się w noc poniedziałkową kiedy to okazało się że skazany będę na tułaczkę komunikację typu N. Skoro nie jestem wielkim fanem przemieszczania się wielce okrężnymi trasami które wytyczyło ZTM uznałem że podbiegnę sobie do najbliższego autobusu, tak dla zwykłego zaoszczędzenia czasu. W praktyce jednak zatrzymałem się na dobre już na miejscu docelowym (pokonując wcześniej 6.5km) zadając kłam twierdzeniu że nocą w zimowej kurtce i z kapturem na głowie nie da się biegać. Fakt faktem można się żywcem ugotować jednak czego się nie robi dla sportu a przede wszystkim tej wspaniałej niezależności którą daje bieganie!. Oczywiście nie jest mi spieszno do powtórzenia tego małego “wyczynu” w podobnej konwencji! (rozsądniej jest jednak planować treningi nieco wcześniej i zadbać o właściwe przygotowanie – nawet kiedy wypadnie w czasie godzin nocnych).

Okazuje się że z prozaicznego powrotu do domu może wyniknąć całkiem fajna przygoda o ile wcześniej nie zwycięży zdrowy rozsądek, co mnie chyba nie grozi! 🙂

Kolejne podejście.

Mimo przejściowych trudności postanowiłem dać jeszcze jedną szansę mojemu blogowaniu. Cały czas zadaję sobie pytanie czy warto poświęcać temu czas skoro tak wiele osób pisze (i pisać będzie) jednak chęć opisania wrażeń z codzienności jest zbyt kusząca aby przejść obok takiej możliwości obojętnie. Z pewnością zabrzmi to okrutnie banalnie jednak każdy z nas postrzega świat inaczej ma zupełnie inne obserwacje, wnioski oraz refleksje. Inna sprawa to fakt że podejmując próbę uporządkowania swoich przemyśleń można zmienić swoje nastawienie do sieci w ogólności, porzucić nareszcie postawę niemego obserwatora i zacząć wyrażać swoje zdanie na rozmaite tematy dokładnie tak jak to czynimy w “prawdziwym” życiu zdecydowanie z dala od ekranów naszych komputerów. 

Jestem przekonany że to będzie pouczające i wartościowe doświadczenie, teraz pozostaje już tylko ubrać kolejne myśli w słowa i nic tylko pisać. To będzie z pewnością ciekawy eksperyment. 🙂

Początek czegoś nowego…

Nadchodzi taki moment kiedy nie ma wyboru i myśli swe trzeba uporządkować. Czemu nie zacząć pisać dziennika? Zdaję sobie sprawę że to kolejny osobisty blog który tak naprawdę jest… dla mnie jednak czemu nie podzielić się myślą, ciekawym odkryciem, nową fascynacją… zwyczajnie opowiedzieć co nadaje sens…

Zdaję sobie sprawę że początki bywają trudne i nie każda inicjatywa przetrwa próbę czasu jednak nie zmienia to faktu że pisać warto… zawsze coś pozostanie a kiedy znów nadejdzie czas podsumowań będzie gdzie sięgnąć. Przy tak prostym założeniu rozpoczynam przygodę z blogami w ogólności. Może nawet ktoś zechce tu zaglądać? Ostatecznie… w sobie mam wiernego czytelnika a to już coś!